Posts

Internetowy zawrót głowy - kiedy życie przelatuje między palcami

Czasem wspominam czas, kiedy nie używałam tak często komputera, nie miałam smartfona i moje życie było tak jakby bardziej osadzone w rzeczywistości. Teraz tyle się myśli o tym, jak cudowne jest życie z dala od technologii. Czas “offline” jest synonimem wyjątkowych i wartościowych chwil. Nigdy nie będzie się wspominało czasu spędzonego w internecie. To zawsze będzie czas stracony, zawsze zginie w otchłani pamięci, zleje się w jedno i nic nie wniesie do naszego życia.   Wystarczy odłożyć komputer albo telefon na bok i stworzyć jakieś wspomnienia. Można wtedy zrobić cokolwiek. Wyjść na spacer, pójść na rower, spotkać się koleżanką na kawę albo nawet zostać w domu i poczytać, porobić na drutach, porysować albo posprzątać. Tak naprawdę siedzenie przy komputerze albo telefonie to tylko mdłe, nijakie siedzenie. Gdyby wyjąć ten sprzęt z ręki, pozycja jest stale ta sama, skupiona na jednym punkcie, nie dostrzegająca świata wokół.   Siedząc przy laptopie, wyglądam przez okno i...

List z Kathmandu

Image
Muszę przyznać, że wyjazdy do Indii i Nepalu to dla mnie pewnego rodzaju ucieczka od zachodniego porządku. Tutaj życie wibruje, jest pełne i bujne. Tu ludzie są ludźmi bez pozy, nikt niczego nie udaje. Nie doświadcza się złości i agresji. Jak stoisz w korku godzinami, nikt się nie denerwuje. Kiedy autobus mikroskopijnych rozmiarów, w którym sufit jest zaraz nad głową i w którym ciśniesz się z dwudziestoma osobami hamuje, ludzie wpadają na siebie i wszyscy się śmieją.  Brakuje mi w Europie tej żywotności, szczerości, bezpretensjonalności, ciepła, bliskości innych ludzi. Tam jest „łatwo”, ale tu jest inny rodzaj „łatwości”. Kiedy pozna się reguły i zasady funkcjonowania w takim miejscu jak to, może być nawet łatwiej i przyjemniej niż w Europie.   Z drugiej strony, nie mogę powiedzieć, że wygoda to rzecz w całości pozytywna. Człowiek przez swoją naturę potrzebuje wyzwań. Nie jesteśmy przystosowani do wygód, bo gdy jest zbyt łatwo, tracimy energię i entuzjazm do dzia...

Historie z Marrakeszu

Image
Opowiedziane przez Berbera pracującego w medynie Różowo-pomarańczowa łuna nad miastem przechodziła stopniowo w granat i czerń pokrytą gwiazdami. Na szczycie nieba jaskrawo świecił półksiężyc. Łuna poprzecinana była konturem drzew palmowych i minaretów. Było rześko. Co chwilę koty przenikały po ornamentowych kafelkach. Z placu Jemma el Fna dochodziły dźwięki bębnów i pokrzykiwań sprzedawców.  Karim położył futro z owcy, żeby milej siedziało się na twardym i chłodnym stopniu na tarasie. Przyniósł herbatę z ziół, których angielskich nazw nie znał. Herbata miała rozgrzewające właściwości i smakowała jak coś pomiędzy miętą i rumiankiem. Karim jest Berberem, a ludzie z pustyni nie piją herbaty miętowej, nawet gdy mieszkają od lat w Marrakeszu. Mięta nie rośnie na pustyni, dlatego piją marokańską zieloną herbatę i te tajemnicze zioła. Do wioski Karima na pustyni jedzie się stąd dwa dni przez góry Atlas. Tam mieszka część jego rodziny. I tam od wuja nauczył się berberyj...

Gra w chowanego ze śmiercią

Image
Jak często uczucie strachu o własne życie powinno się pojawiać, żebyśmy docenili to, co mamy, ale jednocześnie zdążyli sobie poradzić z wysokim poziomem adrenaliny? Ten strach musi być na tyle silny, że budzi w nas instynkt ucieczki, a czasem wręcz wywołuje panikę. Dni mijają, a my przyjmujemy za rzecz oczywistą, że żyjemy i mamy się dobrze. A potem pojawia się sytuacja prawdziwego zagrożenia i zwątpienie: czy to już?  W ciągu trzech tygodni mojego ostatniego pobytu w Indiach, poczułam ten strach co najmniej cztery razy. W pewnym momencie załamałam ręce i zapytałam samą siebie, czy ktoś aby nie próbuje za wszelką cenę zmusić mnie do docenienia tego, że żyję. Byłaby to osobliwa próba, bo od dłuższego czasu jestem świadoma śmierci i staram się żyć w miarę ostrożnie - chociaż powiadają, że najwięcej wypadków zdarza się w domu.  Muszę się przyznać, że od pewnego czasu mam obsesję na punkcie katastrof lotniczych i kiedy tylko wydarzy się kolejna, chłonę najmniejsze skraw...

Być kobietą w północnych Indiach

Image
Północne Indie nie bez przyczyny cieszą się ogromną popularnością turystów i backpackersów, przez co bardziej swobodne i otwarte południe kraju pozostaje niemal dziewicze i odkryte przez nielicznych. Białe szczyty Himalajów, pustynie, gęste lasy, porywająca historia i bogactwo architektury północnych Indii łagodzą zmęczenie lepiącymi spojrzeniami i konserwatyzmem ich mieszkańców. Dla dziewczyny takiej jak ja, wychowanej w kulturze zachodniej, w rodzinie o zwyczajach liberalnych i partnerskich, kontakt z ludźmi północnych Indii jest doświadczeniem szokującym. Przez dwa tygodnie w marcu przejechałam niemal 5000 km po Indiach, spędzając większość czasu w północno-zachodnich stanach tego kraju. Codzienność i całkowicie niecodzienne sytuacje wprawiały mnie w osłupienie i wywoływały nerwowy śmiech.   Do górskiego miasteczka w stanie Himaćal, Dalhousie, dotarliśmy z Anoopem po sześciogodzinnej podróży lokalnym autobusem przez serpentyny niższych Himalajów. Nie znaleźliśmy...

Piękno i marność w lasach Bombaju

Image
Definicja parku narodowego w Indiach znacznie odbiega od tego, co zazwyczaj spodziewamy się zastać w miejscu objętym najwyższą formą ochrony przyrody. Główna brama Sanjay Gandhi National Park leży w bezpośrednim sąsiedztwie z ruchliwą i zakurzoną ulicą dzielnicy Borivali, a sam park jest z trzech stron otulony przez tę największą metropolię Indii.  Nadzieje na znalezienie spokojnej przestrzeni blisko natury nie opuściły mnie jednak tak szybko. Po uiszczeniu drobnej opłaty za wstęp do Parku, od razu udaliśmy się w stronę wypożyczalni rowerów. Jaskinie, które chciałam zobaczyć znajdują się 7 km od głównej bramy. Wypożyczenie rowerów na dwie godziny kosztowało jedyne 60 rupii, czyli 3,30 zł, chociaż pojazdy nie były pierwszej nowości. Skrzypiały i stukotały jak ofiary najgorszego traktowania. Pierwsze kilometry drogi wewnątrz Parku Narodowego wbrew moim oczekiwaniom nie pozwoliły uwolnić się od dźwięku samochodów i ukropu miasta okrytego smogiem. Co chwilę wyprzedzały n...

Szczury w mieszkaniu

Image
Ten wieczór spędziłam w domu sama. Nie miałam ochoty na spotkanie ze znajomymi, więc Anoop wybrał się do knajpy sam. W mieszkaniu w Royal Palms często słychać różne dziwne dźwięki: skrzypienie windy, łoskot na klatce schodowej, lanie wody, buczenie wiatru lub nawoływanie. Ale po dwóch godzinach siedzenia w pokoju, pojawiły się odgłosy, których wcześniej tutaj nie słyszałam. Było to jakby przesuwanie worka foliowego, czasem stukanie i pukanie. Raz usłyszałam, jak metalowe naczynie spadło z suszarki w kuchni. W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam zobaczyć, co też takiego wydaje te dźwięki w dalszej części mieszkania. Zawsze, kiedy oglądam horrory, nie mogę zrozumieć, jak ci ludzie mogą z taką odwagą iść w stronę dziwnych odgłosów wydawanych przez duchy czy inne potwory. Ale kiedy wczoraj wyszłam z pokoju na poszukiwanie źródła nieznanych wcześniej dźwięków, wiedziałam, że ciekawość jest silniejsza niż strach. Powoli przeszłam przez korytarz aż do kuchni. Zapaliłam światło i ...